środa, 30 kwietnia 2014

O j c z e. . . n a s z . . . /Stanisław Pająk

                             
                               O j c z e   n a s z . . .

     W ich domu życie płynęło po staremu. Matka raz w tygodniu, a nieraz i częściej, wyjeżdżała za ,,uciułane pieniądze", w najbogatsze strony Kielecczyzny. Po pszenicę, mąkę, groch, cebulę i kaszę. Jeżdziła z garnczkami do Jędrzejowa, Charsznicy, Dwikóz, Złotego Potoku, Wysokich Gór i wielu innych miejscowości i wiosek. Aby zarobić cośkolwiek dla nich na chleb albo placek razowy, taki pieczony pod blachą w kuchni.
     Pakowała wiele małych woreczków w jeden albo dwa duże, a potem żegnając się z nimi, prosiła prawie w progu, bo zawsze się śpieszyła:
     - Marysiu, uważaj mi szczególnie na Franię, żeby jej się nic złego nie stało. Nie bawcie się przypadkiem zapałkami, no i szybra na noc wcale nie zasuwajcie, bo byście się podusili. Rozumiecie?! Ty, Marysiu, jesteś teraz dla nich jakby ojcem i matką. Pamiętaj!
    I bywało, że Marysia wczuwała się w swoją rolę i karciła ich, albo groziła pasem, gdy chcieli coś zepsuć w domu, albo zrobić po swojemu, nie tak jak ona chciała i kazala.
    -Wielka mama! Wielki ta-ta! - drażniła się Frania wywalając język po samą brodę, skacząc po łóżku i klaszcząc w ręce. A ojca i brata dawno nie widzieli.
     - Ani listu tata nie napisze, Mamo.
     - Chyba on o nas zapomniał.

   - Widocznie mu nie wolno, albo nie ma czasu - usprawiedliwiała go Mama przed nimi, gdy czasem wspomnieli o swoim ojcu. -Ale nie martwcie się, moje dzieci. On kiedyś przyjedzie, na pewno przyjedzie - dodawała po chwili głaszcząc ich po włosach   i przygarniając jak zwykle do siebie.
    Niby się uśmiechała, ale w jej oczach można było wyczytać ukryty smutek, jakby nie dowierzała swoim słowom. 
     - Jak nie tata, to chociaż Heniek powinien, Mamo. Pisać, przecież umie, chodził rok do gimnazjum. A teraz...jakby nie był naszym bratem. To już grzech, żeby mu się nie chciało listu do nas napisać - upierał się przy swoim. Nie mógł tego zrozumieć, jak brat tak może, przecież mógłby chociaż parę słów napisać na zwykłym papierze z jakiejś torby. I z dnia na dzień wyglądał, że przyjdzie, jak nie list, to kartka, od ojca lub Heńka.
    - A może ich wsadzili do więzienia? A może ich Niemcy zabili, Mamo?! - dopytywała się Marysia.
    - Nie, oni żyją, żyją moje dzieci. Już się nie martwcie, nie trzeba -powiedziała im  któregoś wieczoru.
  Ale czasem widział, jak wtulona w poduszkę, dlugo jakoś nie mogla zasnąć albo udawała, że śpi. Niekiedy wydawało mu się, że słyszy przytłumiony cichy szloch i pociąganie nosem.
   - Nie śpisz, Mamo? - odważył się kiedyś zapytać. Sam też nie mógł wtedy jakoś zasnąć. Ciągle miał przed oczami jak nie twarz ojca, to brata.
   Po chwili usłyszał cichy szept:
   - Już usypiam... I ty śpij, moje dziecko.
   Najczęściej powracała w terminie, w dzień lub czasami nawet nocą. Zdarzało się jednak, że byli już w łóżkach, a jej nie mogli się jakoś doczekać. Nadsłuchiwali, ale nie wołała za oknem, nie zastukała w szybę ani w drzwi od sieni.
   - Może żandarmi złapali Mamę w pociągu albo na stacji?
   Wtedy nawet Marysia, niby to ,,ich ojciec i matka", miała w oczach łzy. Widocznie i jej przeróżne myśli przychodziły do głowy. Co się mogło stać? I po chwili pierwsza klęknęła przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, wiszącym na ścianie w pozłacanej oprawie, a spoglądając na nich, przywoływała wzrokiem do siebie, aby zrobili to samo.
    - Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imie Twoje. Przyjdż Królestwo Twoje, bądż wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj... - powtarzali za nią.
   Skończyli i Zdrowaś Maryjo, i Wierzę w Boga Ojca, i Dziesięć przykazań Bożych, i Aniele Boży, Stróżu mój..., a Matki jak nie było, tak nie było.
   Potem wchodzili całą trójką pod pierzynkę
do jednego łóżka, żeby się nie bać. Franię brali do środka, a jemu przypadało miejsce od ściany. Musiał zapewne twardo  spać, bo nic nie usłyszał. Gdy się przebudził rano, Matka krzątała się przy garnkach obok kuchni.
    - Zaraz będzie śniadanie - powiedziała, gdy zobaczyła jego głowę wystającą znad krawędzi łóżka.
   A kiedy potem ugotowała im ,,prazoków na mleku", jakaż to była uciecha, że takie smakołyki są dziś do jedzenia na obiad!    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz