O j c z e n a s z . . .
W ich domu życie płynęło po staremu. Matka raz w tygodniu, a nieraz i częściej, wyjeżdżała za ,,uciułane pieniądze", w najbogatsze strony Kielecczyzny. Po pszenicę, mąkę, groch, cebulę i kaszę. Jeżdziła z garnczkami do Jędrzejowa, Charsznicy, Dwikóz, Złotego Potoku, Wysokich Gór i wielu innych miejscowości i wiosek. Aby zarobić cośkolwiek dla nich na chleb albo placek razowy, taki pieczony pod blachą w kuchni.
Pakowała wiele małych woreczków w jeden albo dwa duże, a potem żegnając się z nimi, prosiła prawie w progu, bo zawsze się śpieszyła:
- Marysiu, uważaj mi szczególnie na Franię, żeby jej się nic złego nie stało. Nie bawcie się przypadkiem zapałkami, no i szybra na noc wcale nie zasuwajcie, bo byście się podusili. Rozumiecie?! Ty, Marysiu, jesteś teraz dla nich jakby ojcem i matką. Pamiętaj!
I bywało, że Marysia wczuwała się w swoją rolę i karciła ich, albo groziła pasem, gdy chcieli coś zepsuć w domu, albo zrobić po swojemu, nie tak jak ona chciała i kazala.
-Wielka mama! Wielki ta-ta! - drażniła się Frania wywalając język po samą brodę, skacząc po łóżku i klaszcząc w ręce. A ojca i brata dawno nie widzieli.
- Ani listu tata nie napisze, Mamo.
- Chyba on o nas zapomniał.
- Widocznie mu nie wolno, albo nie ma czasu - usprawiedliwiała go Mama przed nimi, gdy czasem wspomnieli o swoim ojcu. -Ale nie martwcie się, moje dzieci. On kiedyś przyjedzie, na pewno przyjedzie - dodawała po chwili głaszcząc ich po włosach i przygarniając jak zwykle do siebie.
Niby się uśmiechała, ale w jej oczach można było wyczytać ukryty smutek, jakby nie dowierzała swoim słowom.
- Jak nie tata, to chociaż Heniek powinien, Mamo. Pisać, przecież umie, chodził rok do gimnazjum. A teraz...jakby nie był naszym bratem. To już grzech, żeby mu się nie chciało listu do nas napisać - upierał się przy swoim. Nie mógł tego zrozumieć, jak brat tak może, przecież mógłby chociaż parę słów napisać na zwykłym papierze z jakiejś torby. I z dnia na dzień wyglądał, że przyjdzie, jak nie list, to kartka, od ojca lub Heńka.
- A może ich wsadzili do więzienia? A może ich Niemcy zabili, Mamo?! - dopytywała się Marysia.
- Nie, oni żyją, żyją moje dzieci. Już się nie martwcie, nie trzeba -powiedziała im któregoś wieczoru.
Ale czasem widział, jak wtulona w poduszkę, dlugo jakoś nie mogla zasnąć albo udawała, że śpi. Niekiedy wydawało mu się, że słyszy przytłumiony cichy szloch i pociąganie nosem.
- Nie śpisz, Mamo? - odważył się kiedyś zapytać. Sam też nie mógł wtedy jakoś zasnąć. Ciągle miał przed oczami jak nie twarz ojca, to brata.
Po chwili usłyszał cichy szept:
- Już usypiam... I ty śpij, moje dziecko.
Najczęściej powracała w terminie, w dzień lub czasami nawet nocą. Zdarzało się jednak, że byli już w łóżkach, a jej nie mogli się jakoś doczekać. Nadsłuchiwali, ale nie wołała za oknem, nie zastukała w szybę ani w drzwi od sieni.
- Może żandarmi złapali Mamę w pociągu albo na stacji?
Wtedy nawet Marysia, niby to ,,ich ojciec i matka", miała w oczach łzy. Widocznie i jej przeróżne myśli przychodziły do głowy. Co się mogło stać? I po chwili pierwsza klęknęła przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, wiszącym na ścianie w pozłacanej oprawie, a spoglądając na nich, przywoływała wzrokiem do siebie, aby zrobili to samo.
- Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imie Twoje. Przyjdż Królestwo Twoje, bądż wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj... - powtarzali za nią.
Najczęściej powracała w terminie, w dzień lub czasami nawet nocą. Zdarzało się jednak, że byli już w łóżkach, a jej nie mogli się jakoś doczekać. Nadsłuchiwali, ale nie wołała za oknem, nie zastukała w szybę ani w drzwi od sieni.
- Może żandarmi złapali Mamę w pociągu albo na stacji?
Wtedy nawet Marysia, niby to ,,ich ojciec i matka", miała w oczach łzy. Widocznie i jej przeróżne myśli przychodziły do głowy. Co się mogło stać? I po chwili pierwsza klęknęła przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, wiszącym na ścianie w pozłacanej oprawie, a spoglądając na nich, przywoływała wzrokiem do siebie, aby zrobili to samo.
- Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imie Twoje. Przyjdż Królestwo Twoje, bądż wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj... - powtarzali za nią.
Skończyli i Zdrowaś Maryjo, i Wierzę w Boga Ojca, i Dziesięć przykazań Bożych, i Aniele Boży, Stróżu mój..., a Matki jak nie było, tak nie było.
Potem wchodzili całą trójką pod pierzynkę
do jednego łóżka, żeby się nie bać. Franię brali do środka, a jemu przypadało miejsce od ściany. Musiał zapewne twardo spać, bo nic nie usłyszał. Gdy się przebudził rano, Matka krzątała się przy garnkach obok kuchni.
- Zaraz będzie śniadanie - powiedziała, gdy zobaczyła jego głowę wystającą znad krawędzi łóżka.
A kiedy potem ugotowała im ,,prazoków na mleku", jakaż to była uciecha, że takie smakołyki są dziś do jedzenia na obiad!
Potem wchodzili całą trójką pod pierzynkę
do jednego łóżka, żeby się nie bać. Franię brali do środka, a jemu przypadało miejsce od ściany. Musiał zapewne twardo spać, bo nic nie usłyszał. Gdy się przebudził rano, Matka krzątała się przy garnkach obok kuchni.
- Zaraz będzie śniadanie - powiedziała, gdy zobaczyła jego głowę wystającą znad krawędzi łóżka.
A kiedy potem ugotowała im ,,prazoków na mleku", jakaż to była uciecha, że takie smakołyki są dziś do jedzenia na obiad!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz