Spod Łysej Góry ...
..... Kiedy w maju rozkwitają drzewa i krzewy, lubię sobie tak rankiem w pogodną niedzielę przejść się do naszego niewielkiego sadu lub do ogródka. I wtedy to nie mogę oderwać oczu od tych obsypanych różnoolorowym kwieciem drzew jabłoni i grusz. Przechadzam się i podziwiam te uwijające się roje pszczół, którym to zawdzięczamy miód. Przypominam sobie, ileż to było kiedyś uciechy i szczęścia, wałęsając się po różnych miedzach i granicach w polu, udało mi się wreszcie trafić na gniazdo trzmieli. A potem zachodziło się co jakiś czas do tego miejsca w trawie lub pod skarpą. I aż ślinka leciała, że podbierze się trochę smacznego miodu. A to już tyle upłynęło lat. Teraz coraz rzadziej spotyka się latające trzmiele i słyszy ich charakterystyczne buczenie na wietrze. I ludzie jakoś nie sieją jak dawniej tyle łubinu, lnu i prosa. A takiej tatarki, nie widziałem na naszych polach może z ćwierć wieku. Najwięcej siał jej co roku Durnowski z ,,górki". Nieraz, gdy szedłem sobie naszą ,,Babską ścieżką" do lasu, to aż bałem się przejść obok, bo tyle latało na tej tatarce pszczół, trzmieli, os i jeszcze innych owadów. Kiedy dzisiaj zajdę do naszego sadu, wtedy przypominają mi się tamte roje pszczół i ule Tarnawskiego.
......
c.d.n.
/ ,,Spod Łysej Góry i inne opowiadania"
