piątek, 19 września 2014

SPOD ŁYSEJ GÓRY...(3) / Stanisław Pająk


                                                           Spod  Łysej  Góry ...

..... Kiedy w maju rozkwitają drzewa i krzewy, lubię sobie tak rankiem w pogodną niedzielę przejść się do naszego niewielkiego sadu lub do ogródka. I wtedy to nie mogę oderwać oczu od tych obsypanych różnoolorowym kwieciem drzew jabłoni i grusz. Przechadzam się i podziwiam te uwijające się roje pszczół, którym to zawdzięczamy miód. Przypominam sobie, ileż to było kiedyś uciechy i szczęścia, wałęsając się po różnych miedzach i granicach w polu, udało mi się wreszcie trafić na gniazdo trzmieli. A potem zachodziło się co jakiś czas do tego miejsca w trawie lub pod skarpą. I aż ślinka leciała, że podbierze się trochę smacznego miodu. A to już tyle upłynęło lat. Teraz coraz rzadziej spotyka się latające trzmiele i słyszy ich charakterystyczne buczenie na wietrze. I ludzie jakoś nie sieją jak dawniej tyle łubinu, lnu i prosa. A takiej tatarki, nie widziałem na naszych polach może z ćwierć wieku. Najwięcej siał jej co roku Durnowski z ,,górki". Nieraz, gdy szedłem sobie naszą ,,Babską ścieżką" do lasu, to aż bałem się przejść obok, bo tyle latało na tej tatarce pszczół, trzmieli, os i jeszcze innych owadów. Kiedy dzisiaj zajdę do naszego sadu, wtedy przypominają mi się tamte roje pszczół i ule Tarnawskiego. 
......

                                                                                                    foto: AlanP

                                                                      c.d.n.
                                              / ,,Spod Łysej Góry i inne opowiadania"

środa, 17 września 2014

SPOD ŁYSEJ GÓRY... (2) /Stanisław Pająk

                                                         Spod Łysej Góry
...c.d.
    ...  Ten las pod tak zwaną górą do naszej wsi nie wyrósł sam. Ma już prawie dwadzieścia lat i wygląda jak prawdziwy las. Przedtem w tym miejscu były łąki nadleśnictwa, na których kilku gospodarzy z Gawronowa wypasało swoje krowy. Za niewielką opłatą mieli pastwisko pod ręką i nie martwili się o to, gdzie tu pognać krowy. Byłem w wojsku, gdy nasz gajowy Strumski wystąpił z propozycją posadzenia drzew. I akcja chwyciła. Zasadzono młode sosenki i świerki na wszystkich łąkach aż do samej rzeczki. I tak to dzięki gajowemu i dzieciom z pobliskiej szkoły, sadzonki zaczęły piąć się do góry z każdym rokiem coraz wyżej, jakby rosły na drożdżach. A miały podatny grunt, bo ziemia w tym miejscu porośnięta torfem i posiada dużo wilgoci. Teraz, to już niczym prawdziwy las. Na szczycie góry rosną tylko same sosenki. Z daleka wyglądają one jak olbrzymia zielona kopuła. A żarnowiczanie od paru lat coraz częściej zaglądają tutaj również na grzyby. Zdarza się, że nieraz niektórzy więcej nazbierają czerwonych, białych kozaków i maślaków niż daleko w lesie.
.....

                                                                                                      foto: IrenaP

                                                                                                c.d.n.
                                                                     / ,,Spod Łysej Góry i inne opowiadania"