poniedziałek, 26 maja 2014

NIEMY... ŚWIADEK / Stanisław Pająk


                                               N i e m y    ś w i a d e k

               Z Mirką nosiliśmy naszego Szczepanka do żłobka na Górnej Kolonii, około kilometra drogi praez las. Stał  zaraz przy szosie na Starochowice, tuż przy skrzyżowaniu z ulicą, którą nazwałbym Józefa Sylwestra, za jego zasługi w szkolnictwie i pracę społeczną. W tym budynku dzisiaj mieści się Studium Pielęgniarskie w Skarżysku-Kamiennej. Pomaturalne.
     Tuż obok, w jednym z przedwojennych budynków urzędniczych, mieściła się przez całą okupację niemiecka komendantura wojskowa. Ktoś mi opowiadał, że ten budynek to niemy świadek wielu przeróżnych okupacyjnych zdarzeń. A z wyglądu taki sobie przedwojenny budynek urzędniczy z szydłowieckiego i stokowieckiego kamienia. Jeden z wielu, jakie wzniesiono w czasie budowy Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku-Kamiennej, na piętnaście lat przed  wybuchem drugiej wojny światowej.
     Odbywały się tutaj libacje,na które hitlerowcy kazali sobie sprowadzać najpiękniejsze dziewczyny, Żydówki. Z tych pobliskich drewnianych baraków. Stały takie wtedy wzdłóż torów kolejowych Warszawa-Kraków, gdzieś od Szkoły Podstawowej numer 1 do szosy asfaltowej na Starachowice. Pracowały one w tej niemieckiej firmie ,,Hasag", przymusowo, a przedwojennej Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku-Kamiennej, w której przed wojną i jeszcze na początku 1941 roku pracował mój ojciec Wacław jako szofer mechanik.
  
                                               foto: RP


     Do tego budynku-willi przyprowadzano im te najpiękniejsze dziewczęta- Żydówki. Dla rozrywki i uprzyjemnienia sobie chwil tęsknoty za swoimi rodzinami-żonami, narzeczonymi, dzećmi i III Rzeszą. Najczęśniej w sobotnie wieczory, także niedziele. Urzędowali sobie tak niekiedy przez całą noc do białego ranka. Przy zastawionych stołach i muzyce. A dla tych Żydówek, trochę rozbawionych alkoholem dziewczyn, była to zarazem i ostatnia noc w życi. Ale o tym nie wiedziały, tego się nie spodziewały. Podobno zdarzały się przypadki zabijania kochanki dla zabawy i jakiegoś przeżycia., własnoręcznie z pistoletu. Przedtem i szczucie psem, niemieckim wilczurem. Nie wiem, ile jest w tym prawdy. A jeżeli... Co one biedne potem przeżywały, o czym myślały? Nie tylko w czasie tego wieczoru, ale i póżniej, gdy się zbliżał poranek. Ten ostatni w ich życiu. Załużmy, że początkowo odbywało się to w wielkiej tajemnicy, że nie wiedziały, co je potem czeka. Ale jakież to było przeżycie dla pięknej żydowskiej dziewczyny, szok, gdy nagle przyszło umrzeć, zginąć od kuli rozbawionego i uśmiechającego się szyderczo hitlerowca. A może zdarzyło się to i na łóżku, gdzieś w korytarzu, zaraz za schodami czy w pobliskim ogrodzie, lub za tym okazłym dębem-staruszkiem w lesie, rosnącym jeszcze do dzisiaj po lewej stronie szosy na Starachowice i Ostrowiec Świętokrzyski? A jak to było póżniej?
         Obok tego to budynku przechodziliśmy z Mirką dwa razy dziennie. Przed i po pracy. Trzeba było nam naszego synka Szczepanka zanieść i zabrać ze żłobka...

                                                                                                / ,, Nie  tylko  sen "
         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz