...
Moi Drodzy !
Moi Drodzy !
Wczoraj chodziliśmy z Bogusiem po Hofburgu. Jest to jakby małe miasteczko. Początkowo nie wiedziałem, co to jest, ale Boguś wyjaśnił mi, że to dawny pałac cesarski. Zobaczyłem jadący czarny powóz zaprzęgnięty w białe konie. Przypomniało mi się zaraz, że nie tak dawno podobne zaprzęgi kursowały po polskich drogach zostawiając za sobą tumany kurzu. I pradziadek Jan, który był handlarzem najlepszych koni w okolicy. Gdyby mógł je zobaczyć w tych zaprzęgach, on je tak kochał!
Jakaś siwa staruszka cos szeptała do siedzącego fiakra z zakręconym wąsem. Pewnie, żeby jeszcze raz zrobił rundę ulicami Wiednia, mogła sobie trochę powspominać, jak to kiedyś było za jej młodych lat. Zajechał następny powóz z jakąś młodą rozbawioną parą. To dopiero byłaby frajda, gdybyśmy tak się przejechali, czarnym powozem. Choć wystarczyło nic nie mówić, siąść tylko, a elegancki pan w czarnym kapeluszu pod muchą chętnie by zaprosił, podciął białe konie i ruszyłyby same w znaną im dobrze trasę po Wiedniu.
foto: SławomirP
Poszliśmy dalej i znależliśmy się na ogromnym placu z prostokątnych płytek i przed pomnikiem jeżdżca z brązu na koniu. Usiedliśmy w pobliżu na ławce. Trzy roześmiane dziewczyny zajadały jabłka i strzelały wkoło flirtującym wzrokiem. Boguś tylko zerknął i ziewnął, jakby go to nic nie obchodzilo. Zaraz mi się przypomniało, jak chwalił się przed wyjazdem, że poderwie jakąś bogatą i ładną dziewczynę Austriaczkę lub z RFN. Brałem to za żart. ....
... Odpoczęliśmy chwilę, popatrzylismy na cesarza na koniu i poszliśmy zobaczyć, co się mieści naprzeciwko w pokażnym gmachu. Było to Muzeum Historii Sztuki przy Ringu. Weszło kilka osób i my za nimi. Obejrzeliśmy informatory i starodruki w gablotach za szkłem. ...
foto: SławomirP
... Niby niedługo chodziliśmy po Hofbuurgu, a nogi były ciężkie, nie chciały dalej iść i nie było sił. Ale ciekawość, co to za pomnik, nakazywała jeszcze podejść parę kroków i obejrzeć. Z czarnego marmuru i brążu. Kobieta jakby siedziała wysoko na tronie, niżej czterech jeżców i inne rzeżby... To pomnik Marii Teresy, cesarzowej. Boguś wiedział i to, że ma ponad sto lat. Miałem chęć usiąść, a nie było gdzie. Jakaś grupka młodzieży rozłożyła się na trawie, odpoczywała. Znalazlem wolne miejsce na jednej ławce, Boguś na drugiej bliżej pomnika. Przysiadłem się do trzech panów w moim wieku i uszom nie wierzyłem. Rozmawiali po polsku, przyjechali z Poznania. Byli po obiedzie i mięli pół godziny do zbiórki przed autokarem, który stał niedaleko na placu przed sporym gmachem. Gdzie tych Polaków się nię spotka. Ale i przyjemnie mi było, gdy z dala od swojego kraju usłyszałem niespodziewanie rozmowę w ojczystym języku i zobaczyłem rodaków. Ci nawet nie wiedzieli, że przysiadł się do nich rodak spod Warszawy i że cała ławka była polska. Mówili, że pewnie nie zdążą zwiedzić już Muzeum Baroku w Belwederze, katedry Świętego Stefana. Mięli iść do Opery, a ten trzeci chciał wstąpić do jakiegoś sklepu i kupić sobie eloktroniczny zegarek. Wkrótce podnieśli się z ławki i poszli do autokaru, gdzie zebrała się już grupka ludzi z tej wycieczki.
...
c.d.n.
/ ,,Z WIEDNIA DO POLSKI"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz